sobota, 1 listopada 2014

Nie lubię podejmować odpowiedzialnych decyzji.
Nie lubię decydować nie będąc pewną, że to co robię jest dobre.
Nie lubię być stawiana w sytuacji całkiem już bez wyjścia.

Ostatnie dwa tygodnie były koszmarem z którego wreszcie się wybudziłam.
Przepłakane godziny, fałszywe uśmiechy, utrzymywanie, że wszystko jest w porządku kiedy naprawdę w porządku nie jest.
Nie lubię zamęczać innych swoją osobą. Nie lubię i nie umiem, jak się okazuje, mówić o swoich uczuciach w takich chwilach.

O wiele łatwiej jest grzecznie kiwać głową, uśmiechać się, na pytania odpowiadać "tak", "wszystko dobrze", "jest w porządku" a na łzy pozwalać sobie tylko w zamknięciu, kiedy nikt nie widzi, kiedy nikt nie pyta, nie osądza, nie oskarża.

Żyłam w takim kłamstwie przez ostatnie czternaście dni niezdolna do funkcjonowania jak normalna osoba, pewna że świat się zawalił a ja wszystko znów zepsułam, jak to zwykle ja robię. Bałam się przyszłości, bałam się ruszyć z miejsca, ale maskowałam się jak widać świetnie, bo kto miał, ten się nabrał, cel osiągnięty.

I nie wiem ile jeszcze tkwiłabym w tym horrorze, gdybym w końcu się nie ocknęła, gdybym nie zrozumiała, że to co robię nie ma sensu.
Nie mogę winić się za decyzje które podjęłam wierząc, że tak będzie lepiej.
Nie mogę winić się za skończenie czegoś tylko dlatego, że to kończę.

I choćby wydawało się, że wszystko już skończone, że straciłam wszystko, co było dla mnie ważne, to są na tym świecie ludzie gotowi uświadomić mi, że wcale tak nie jest, że tak naprawdę mam jeszcze powody, by żyć, nawet jeśli ich nie widzę.

Chociaż zamknęłam za sobą jakiś rozdział, skończyłam co skończenia wymagało to muszę iść dalej, biec przed siebie nie oglądając się na to, co już za mną. Każdy moment, nawet ten, w którym piszę to wszystko, jest tylko jeden i nie mogę zmarnować go na spoglądanie na siebie ze złudną nadzieją że uda mi się zmienić bieg wydarzeń.

Długo jeszcze będę trafiać na stare zdjęcia, skriny, wspomnienia, wywołujące jedną czy dwie łzy, ale tym razem będę już wiedzieć, że tak miało być. Że nie mam się już za co obwiniać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Layout by Tyler