niedziela, 12 października 2014

Brak komentarzy:
Nienawidzę wracać do przeszłości.

To dla mnie coś, co powinno zostać za mną i nie wpływać na moje przyszłe życie. Wszelkie błędy, potknięcia, pomyłki - to już minęło. Stało się i nie mam na to wpływu. Nie cofnę czasu.
Ale moja przeszłość ma to do siebie, że uwielbia wracać. Kiedy mam wrażenie, ze już sobie z tym poradziłam, wszystkie moje błędy nagle zostają wytknięte na nowo.

Piszę o tym bo doszło niedawno do konfrontacji z ludźmi, z którymi nigdy więcej nie chciałam mieć do czynienia. Którzy po latach kłamstw zostawili mnie na lodzie. Byłam jeszcze dzieckiem więc to bolało sto razy mocniej.
Przyjaciółki, które nigdy nimi nie były.
Znajomi, którzy ukrycie mnie nienawidzili, ale żadne z nich nie miało odwagi powiedzieć mi tego w twarz.
Wtedy to była tragedia. Przepłakane noce, odsunięcie od ludzi i przekonanie, że już nigdy nie uda mi się znaleźć nikogo, kto tą dziurę mógłby załatać.

Ale przeszłam jakoś do porządku dziennego. Zajęło mi to sporo czasu ale udało się i szczerze mówiąc jestem szczęśliwa, że odcięłam się od tych osób.

Ostatnio pojawili się znowu. Znów robią to samo, obsypują mnie miłymi kłamstwami jednocześnie niemalże otwarcie mnie wyśmiewając i myśląc, że ja niczego nie widzę, że nie wiem.
Wiem, tym razem wiem
Ale oni są dla mnie przeszłością do której nie mam zamiaru wracać.

sobota, 4 października 2014

2 komentarze:
"Za dużo myślisz"

Wszyscy powtarzają mi to na każdym kroku i chociaż mam tego faktu pełną świadomość to nie umiem na to wpłynąć. Stanie się coś, cokolwiek, a ja zaraz siadam, włączam muzykę i myślę.

Za dużo.
Zawsze brakowało mi momentu w którym mogłabym to wszystko zatrzymać, zostawić za sobą, zapomnieć chociaż na chwilę. Wyłączyć myślenie, przestać się zadręczać.

Ostatnia taka okazja nadarzyła się w lipcu. Koncert, tłumy obcych wszędzie dookoła, ludzie, których podziwiam prawie na wyciągnięcie ręki, a ja wreszcie przestałam się męczyć, zapomniałam o wszystkim, cieszyłam się chwilą wtedy i długo po niej.

Ale od tamtej pory minęły już miesiące które przyniosły problemy, komplikacje i kolejne powody by myśleć. 

Próbując uciec od tego wszystkiego, od ludzi z wielkimi oczekiwaniami względem mojej osoby, od natłoku myśli, pretensji do samej siebie podjęłam jedyną decyzję na jaką w tej chwili było mnie stać a okazała się najlepszym wyjściem.

Zapomniałam już jak to jest zapomnieć o każdym zmartwieniu, wszystkim, co było nie tak. Nie myśleć o tym, co czeka na mnie gdy wrócę do domu, a skupiać się tylko na tym, czy przeżyję te kilometry które miałam do pokonania. Ze słuchawkami na uszach pędzić przed siebie ze świadomością, że tu nikt nie będzie miał do mnie pretensji nawet, jeśli upadnę. Że wreszcie mogę skupić się tylko na sobie a nie na innych i nikt nie będzie mnie za to winił. Że w każdej chwili mój organizm może odmówić współpracy i będę musiała dzwonić po pomoc, ale przynajmniej nikt nie będzie mnie oskarżać o to, że jej potrzebuję.
Postawić sobie konkretny cel który dla innych jest głupotą a dla mnie wyzwaniem niemalże nie do pokonania i wywołującym wielką radość kiedy okaże się, że jednak potrafię.

Oczyścić myśli.
Zapomnieć.
Zdecydować.

I chociaż ubrałam w takie ładne słowa zwykłą głupią jazdę na desce to dla mnie jest to sukces z którego mogę być dumna. Okazja do przemyśleń, decyzji, które powinnam była podjąć już dawno.

Takich, jak ten blog.
Layout by Tyler