niedziela, 5 lipca 2015

Brak komentarzy:
Jakiś czas temu dostałam od rodziców piękną sukienkę. Czarna, wąska, prosta, z koronkowymi zdobieniami u góry. Obiecałam sobie wtedy, że założę ją po raz pierwszy z jakiejś specjalnej okazji.


Za dwa dni założę ją na pogrzeb. Nigdy nie pomyślałabym, że to stanie się tak szybko, może poza momentem, w którym dowiedziałam się, jak jest źle.
Od feralnego czwartku zastanawiam się, jak ludzie radzą sobie ze śmiercią bliskich. Nie potrafię skupić się na niczym. Wstaję rano, szukam sobie zajęcia, kończę tłukąc w kółko tą samą grę na durnej konsoli, nagle robi się późno a ja idę spać. Nie mam siły nawet ogarnąć tego syfu, który mam w pokoju, staram się jeść, ale jakoś dziwnie mi to wychodzi i właściwie nie wiem, co dzieje się z moim życiem. Nie potrafię znaleźć sobie miejsca i chociaż gdy wstaję rano wszystko wydaje się w porządku, mija chwila i znowu jest tak samo. Przypomina mi to nieco stan między egzaminami, kiedy pomiędzy kolejnymi coraz bardziej było mi już wszystko jedno, z tym, że wtedy było lepiej.
Naprawdę nigdy nie czułam się tak pusto, jeśli to dobre określenie. Porównałabym to do odebrania komuś czegoś naprawdę ważnego, ale tak przecież teraz jest.
Nie potrafię sobie znaleźć miejsca, wybucham płaczem z durnych powodów i nie wiem, co dalej. Jak ludzie właściwie radzą sobie ze śmiercią, szczególnie kogoś bardzo bliskiego? Nie mam pojęcia, a przydałaby mi się taka wiedza.
Nie wiem nawet po co to piszę

Pewnie po prostu muszę to z siebie wyrzucić.

poniedziałek, 9 marca 2015

Brak komentarzy:
Pamiętam dokładnie jak się czułam, kiedy pisałam tu coś po raz pierwszy. To był impuls, który sprawił, że na chwilę poczułam się lepiej, ale nie trwało to długo. Wtedy to były takie krótkie przebłyski szczęścia, takie momenty, których się chwytałam, żeby jakoś przebrnąć przez ten koszmar i byłam pewna, że już się z niego nie wybudzę.

Potem było lepiej. Chwilowo. Pamiętam pisanie mojego pięknego podsumowania roku kiedy też wydawało mi się, że jest okej, ale kolejnego dnia potrafiłam leżeć w łóżku i ryczeć z własnej beznadziei i tak na zmianę do znudzenia. To też było chwilowe szczęście.

Nie wiem co się zmieniło. Może wpłynęło na to kilkanaście ważnych słów, które przeczytałam niedawno i które skłoniły mnie do mocnych przemyśleń, może to coś innego. Może to chwilowe, a może (oby nie) zostanie ze mną na dłużej. Ale jest lepiej. Coraz lepiej, naprawdę.

W miejscu, w którym nie było dla mnie żadnej drogi nagle powoli rysuje się jakaś ścieżka. Nie wiem jeszcze gdzie prowadzi, ale na razie ważne, że chociaż jest. Wiem, że mam do czego dążyć, nawet jeśli nie będzie to takie życie, jakie sobie kiedyś wymyśliłam, ale to nieważne. Muszę iść przed siebie bez względu na wszystko. Nie chcę już stać w miejscu.

Nie chcę spędzać wieczorów nad płakaniem, że coś mi się nie uda, że nie spełnię jakiegoś marzenia. Trudno. Może tak miało być, a może tak tylko mi się wydaje i naprawdę wszystko mi się uda. Nie wiem tego, a żeby się dowiedzieć, muszę brnąć przed siebie. Stojąc w miejscu niczego nie osiągnę.

Chcę próbować. Chcę wiedzieć, że jeśli coś mi nie wyszło, to przynajmniej się starałam.
Layout by Tyler